Jak zdobyć bogactwo - Felix Dennis (9788395358845) promocja 2022

Cena100.0
Zobacz w sklepie
sprawdź dostępność w sklepie OSMPower.pl

Parametry

Producent:OSMpower
Kategoria:Biznes, ekonomia
ISBN 9788395358845

Opis

Czy ta książka naprawdę zrobi z Ciebie bogacza?

(Oddajemy głos samemu Felixowi Dennisowi!)

Dlaczego bogaty człowiek miałby tracić czas na pisanie książki, która pomoże się wzbogacić innym?

Z dwóch powodów. Po pierwsze, lubię pisać o czymś, na czym w mojej ocenie się znam. Po drugie, uważam, iż każda osoba wykazująca się względnie przyzwoitą inteligencją może zdobyć mnogość, o ile będzie zmotywowana i adekwatnie się do tego przyłoży. Na pewno pomaga także to,podczas pisania sączę naprawdę zacne wino (Chateau d’Yquem, rocznik 1986, jeśli już musisz wiedzieć) i delektuję się świeżo uwędzonymi przysmakami z małż, siedząc wygodnie przy oknie z jednym najatrakcyjniejszych widoków na świecie.

Jestem na Mustique – maleńkiej wyspie wchodzącej w skład karaibskich Wysp Nawietrznych. Konkretniej, siedzę właśnie w mojej „chacie pisarza", nowym studiu-bibliotece oddalonym nieco od głównej rezydencji, wybudowanym wyłącznie w jednym celu – bym mógł pisać co tylko sobie zażyczę w ciszy i spokoju. Swoją drogą, z reguły jest to poezja. Nie muszę ci chyba przypominać, iż wszystko to kosztuje. To właśnie dostajesz, będąc bogatym – o ile tego chcesz.

Czy nie robisz tego dla pieniędzy?

Pieniądze są za każdym razem mile widziane, ale to bardzo niewielu pisarzy zdobywa różnorodność. Szanse na to są niewiele znaczące.

Czy ta książka to jakiś przekręt? Korzystasz z usług ghostwrittera?

Nie i jeszcze raz nie. "Jak zdobyć mnogość" to nie przekręt. I nie zatrudniam ghostwritera. Samodzielnie napisałem każde słowo w tej książce.

Nie odszukasz tu żargonu ani bełkotu i z pewnością nie jest to jeden z tych mesjanistycznych poradników z zakresu „rozwoju osobistego" posiadających na celu zapoczątkowanie serii nagrań, filmów i godzinnych reklam wątpliwej jakości emitowanych w telewizji późną porą. Nie będziesz także musiał śpiewać mantr o inkarnacjach ani wieszać leczniczych kryształów na szyi – zostawmy te bzdury żonom piłkarzy i polityków, dobra?

Książkę "Jak zdobyć bogactwo" napisałem po to, by opowiedzieć ci o tym, jak ja tego dokonałem – jak zdobyłem różnorodność nie mając ani wyższego wykształcenia ani grosza kapitału. Ujawnię w niej błędy, które popełniłem po drodze – z pewnością w pokaźnej mierze przyczynią się one do objętości tego tytułu! Na końcu zasugeruję sposoby na to, jak uniknąć podobnych błędów i zacząć gromadzić zasobność.

Czy ta książka naprawdę zrobi ze mnie bogacza?

To możliwe. Wszystko zależy od stopnia twojej motywacji. Nie mogę zapewnić ci szczęścia. Nie mogę zapewnić ci zdrowia. Ale jestem całkiem pewien, że mogę zwiększyć twoje szanse na zdobycie bogactwa. Co, w konsekwencji, poprawi jakość twojego życia.

Jak ekspresowo mogę stać się bogaczem?

Szybciej, niżeli na to pewnie zasługujesz, ale wolniej, niż byś chciał – istnieje za dużo zmiennych, by udzielić definitywnej odpowiedzi.

Jak momentalnie mogę stać się bogaczem?

Ja dokonałem tego na przestrzeni pięciu lat, ale jest nad wyraz mało „dróg na skróty", równocześnie w życiu, jak i w tej książce. Jak napisał swego czasu amerykański krytyk h.L. Mencken: "Nietrudno odgadnąć powody, dla których słaby człowiek nie znosi wiedzy. Nie znosi jej, bo jest złożona – bo niemożliwie obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Wszelkie przesądy to drogi na skróty. Ich celem jest uproszczenie, a nawet uczynienie oczywistym tego, co niezrozumiałe".

Mencken miał rację. Właśnie dlatego zależy mi na pozbawieniu tej książki pseudonaukowego bełkotu i żargonu. Takie treści powodują wrażenie należycie napisanych, a każdej debacie dodają złudnej autorytarności. Równocześnie, niechybnie prowadzą do błędów, same opierają się bowiem na błędzie, którym jest złudzenie, iż niezrozumiałe lanie wody zaimponuje publice.

Co będę musiał zrobić poza przeczytaniem tej ksiązki?

To, co zwykle. Jak zwykł śpiewać stary geniusz reggae, Jimmy Cliff, w swej najmocniej znanej piosence: You can get it if you really want... On odniósł sukces, ty też możesz. Ale tylko jeśli naprawdę tego pragniesz. I tylko jeśli you try... Try and try... And try again

Jedno jest pewne: jeśli ja tego dokonałem, ty także możesz. Z biedaka – hipisowskiego wyrzutka na zasiłku zamieszkującego obskurny wnętrze bez przysłowiowego grosza przy duszy, w tym bez pieniędzy na czynsz i bez pomysłu na to, co dalej – stałem się bogaczem. A niewątpliwie daleko mi do geniusza biznesu, co z ochotą potwierdzą moi rywale. Najdziwniejsze jest jednak to, że ostatecznie stałem się dużo bogatszy aniżeli większość wspomnianych rywali.

Jak to zrobiłeś?

Przeczytaj tę książkę i się dowiedz!

Czym różni się "Jak zdobyć zasobność" Od wszystkich innych książek o osiąganiu niewiarygodnego sukcesu?

To proste. Nie jestem szarlatanem i nie twierdzę, iż potrafię zdziałać cuda. Jak zdobyć mnogość napisałem dla rozrywki, a nie tylko dla efektów czy także po to, aby zarobić krocie w branży tak zwanego „rozwoju osobistego". A ponieważ mam już mało do udowodnienia na polu generowania bogactwa, to zrobiłem wszystko, aby ta książka była realnie jak najistotniej zgodna z prawdą i kompletna.

I wreszcie – nie chcę sprzedawać ci niczego więcej – jak choćby części drugiej, trzeciej czy zestawu protekcjonalnych filmów albo płyt DVD. Jak zdobyć mnogość to wszystko, co mam ci do zaoferowania.

Nie zostałem bogaczem, pisząc poradniki o tym, jak zdobyć bogactwo. Nie mam śnieżnobiałych zębów i nie paraduję na oczach opłaconej publiki złożonej z oddanych „entuzjastów" po studiach telewizyjnych w „casualowych" garniturach za 10,000$, sypiąc mantrami jak z rękawa przy akompaniamencie coveru Simply the Best dobiegającym z głośników.

Zdobyłem mnogość po swojemu. Można choćby pokusić się o stwierdzenie, iż zdobyłem je staroświecko: popełniając błędy. Masę błędów, na których się uczyłem.

W sporej mierze to właśnie tymi błędami, a nie sukcesami, chcę się z tobą podzielić. W skrócie, nie jestem hochsztaplerem. Najzwyczajniej w świecie jestem gościem, który zdobył bogactwo w prawdziwym świecie, a nie na entuzjastycznej karuzeli „rozwoju osobistego", na której jedynym zwycięzcą jest cwaniak z modną fryzurą.

A tak w ogóle, to jak nad wyraz jesteś bogaty?

Nie wiem. Żaden bogacz tego nie wie. Nie spieniężyłem jeszcze wszystkich aktywów i nie jestem pewien, czy wypalą. Powiedzmy, iż to kwota pomiędzy 400 a 900 milionów dolarów amerykańskich netto. Naprawdę nie potrafię bardziej jej uściślić.

Pięć domów. Trzy posiadłości. Luksusowe auta. Prywatne odrzutowce (je akurat wynajmuję). Tysiące akrów ziemi. Obrazy na ścianach i księgozbiory pełne pierwszych wydań. Posążki z brązu zaśmiecające ogród. Szoferzy, gosposie, doradcy finansowi i inni pracownicy wychylający się z każdego kąta.

Minus moje długi, rzecz jasna. Jakieś 30 milionów dolarów długu. Bogaci ludzie za każdym razem posiadają jakieś długi. Podobno przydają się do optymalizacji podatków – chociaż niezbyt kręci mnie księgowość. Prawdę mówiąc, nadal nie do końca załapałem, o co chodzi z bilansem. Amortyzacja zawsze mnie nokautuje.

Z drugiej strony, nie potrafię sterować odrzutowcem ani prowadzić Rolls-Royce’a, czy choćby Bentleya. Nigdy nie miałem ani czasu, ani chęci, aby się tego nauczyć. Stara śpiewka, którą jako nastolatek raczyłem znajomych, prosząc ich o podwózkę brzmiała: „Nie rozumiesz. Jestem wytwarzany do tego, aby mnie wożono". W tamtych czasach równocześnie ja, jak i moi znajomi myśleliśmy, że to była tylko zarozumiała odzywka. Dziś zastanawiam się czasem, czy już wtedy wiedziałem, a przynajmniej podejrzewałem, co się wydarzy.

Kim trzeba być,mieć szansę na bogactwo?

Pisarz F. Scott Fitzgerald powiedział niegdyś: Powiem ci coś o niezwykle bogatych. Są inni niż ja czy ty. Przypuszczam, iż miał na myśli to, że najwyraźniej nabyli oni parametry, którymi wyróżniają się na tle „zwykłych" śmiertelników. Ernest Hemingway skwitował to tak: Zgadza się, są inni, posiadają więcej pieniędzy. Cały Hemingway. Jego riposta nie jest jednak do końca satysfakcjonująca.

Pierworodni synowie i córki emanują swoistą pewnością siebie. Nie jest tak w każdym przypadku, lecz zdarza się to zbyt często, by można to było określić mianem zbiegu okoliczności. Podobną pewność siebie przeważnie można zaobserwować u ludzi bogatych, niezależnie od tego, czy byli majętni od urodzenia, odziedziczyli fortunę czy na nią zapracowali.

Widać to po sposobie, w jaki wchodzą do hotelu czy restauracji, w których nigdy wcześniej nie byli. Widać to w irytującej tendencji bogatych pań do targowania się w charytatywnych sklepach, gdy kupują designerskie sukienki. Reprezentantki klasy pracującej byłyby przerażone na samą myśl o takim zachowaniu, choć prawdopodobnie to właśnie im, a nie bogaczkom, przydałby się rabat.

Widać to również po dzieciach bogaczy, które zdają się zakładać, iż świat zaprojektowano wyłącznie z myślą o nich. Pieniądze niosą ze sobą pewną niefrasobliwość. To jeden z najmniej ciekawych aspektów bogactwa.

Oto, co powiedział Richard Rumbold, republikański „konspirator" z Anglii, stojąc na szafocie w 1685 r.:
"Nigdy nie mogłem uwierzyć, że Opatrzność zesłała na ten świat kilkoro ludzi przywdzianych w wysokie buty i ostrogi, gotowych na to, żeby ujeżdżać konia oraz miliony tych, którzy siedzą na siodłach z założoną uzdą gotowi na to, żeby to koń ich powiózł."

Mam tak samo, drogi czytelniku. Nigdy nie mogłem w to uwierzyć.

Niezależnie od tego, jakie są parametry bogaczy, może je kupić każdy, kto będzie nieustępliwie dążył do zdobycia fortuny. Moim zdaniem wszystko sprowadza się do pewności siebie. Pewności siebie i niezłomnej wiary w to, iż da się to zrobić i iż to właśnie ty tego dokonasz.

Klapki na oczach są pomocne. Bywanie gnojkiem jest pomocne. Oporność na krytykę jest pomocna. Wytrzymałość jest kluczowa, podobnie jak zdolność do pracy tak ciężkiej, że kumple będą z ciebie kpić, bliscy rozpaczać, a reszta otoczenia ukradkowo ci się przyglądać, trochę z podziwem, a trochę z pogardą. Szczęście też jest pomocne – pod warunkiem, iż go nie szukasz.

Odpowiedź na to pytanie brzmi zatem prawdopodobnie: nie ci, którzy chcą i nie ci, którzy muszą, ale ci, którzy są w stu procentach zdeterminowani – niezależnie od kosztu, jaki poniosą.

Jakie są największe mity na temat zdobywania bogactwa?

Pierwszy mit:
to opowieści o tym, że ktoś wcale nie zamierzał się wzbogacić i dokonał tego „przez przypadek". „No cóż, robiłem po prostu to, co kocham i pewnego dnia odkryłem, że jestem bogaty". I tym podobne gadki. Choć mogło to mieć miejsce, z mojego doświadczenia wynika, że dzieje się tak niezmiernie rzadko.

Niektórym ludziom łatwiej przychodzi jedynie ukrywanie pragnień, to wszystko. Pozostali, z którymi nie chciałbyś raczej spędzać wakacji, żądzę pieniądza posiadają we krwi. Daje ona o sobie znać choćby w zwykłych rozmowach o niczym. Zdolność do skrywania pragnień i zgrywania pozorów nie zmienia jednak faktu, że zdecydowana większość bogaczy zawdzięczających wszystko samym sobie wprost uwielbia zdobywać fortunę, czy to jawnie, czy potajemnie.

Jakie są największe mity na temat zdobywania bogactwa?

Drugi mit:
głosi, że ludzie bogacą się dzięki „nieprzeciętnym pomysłom". Choć ta hipoteza jest bardziej prawdopodobna od bogacenia się przez przypadek, stanowi ona pułapkę, bo to tylko po części prawda. Od czasu do czasu każdy z nas wpada na perfekcyjne pomysły. Sam wpadłem kiedyś na nadzwyczajny pomysł, wymyślając coś w rodzaju spluwy Spidermana, z której można żeby wystrzelić w stronę włamywaczy kleistą siecią, unieszkodliwiając ich bez robienia im krzywdy. Czy ktoś ją wyprodukuje? Pewnie nie.

Kontynuacja, czyli realizacja danego planu jest tysiąc razy ważniejsza od „idealnego pomysłu". Prawdę mówiąc, jeśli ten etap odbędzie się wyśmienicie, czasami nie ma choćby znaczenia, czego dotyczył pomysł. Jeżeli chcesz zdobyć zasobność, nie siedź w bezruchu, czekając na zastrzyk inspiracji. Zamiast tego zajmij się po prostu zdobywaniem bogactwa.

Jakie są największe mity na temat zdobywania bogactwa?

Trzeci mit:
w mojej opinii najszczególniej destrukcyjny mit kryje się w uwagach rodzaju: „No dobra, może i tobie się to udało w późnych latach 60. Czasy się jednak zmieniły. Dziś nie dałbyś rady zrobić tego w ten sposób".

Może i nie, lecz w jakiś sposób na pewno da się to zrobić. Czasy się zmieniają, jednak ludzka natura, pokusa bogactwa oraz determinacja do tego, żeby je zdobyć pozostają błyszczącą stałą w świecie ambitnych mężczyzn i pań. Przykłady tych, którym się udało, mimo że w latach 60. Nie było ich jeszcze choćby na świecie są wszędzie wokół. To właśnie oni udowadniają, iż taki sposób myślenia to błąd.

Jeśli pomyślisz, że to niemożliwe i będziesz trzymał się tej myśli zbyt długo, jest znaczne prawdopodobieństwo, iż pozostaniesz biedakiem. Naprawdę to tak proste.



Marcin Osman i lekcje z książki „Jak zdobyć różnorodność"